Brązowe popiersie stoi na ulicy Tran Phu na starówce. Codziennie przechodzą obok niego setki turystów, niektórzy robią zdjęcia, a nikt nie zatrzymuje się, żeby przeczytać tablicę. To wstyd, bo bez tego człowieka Hoi An, dla którego ludzie tu przyjeżdżają, po prostu by nie istniało.
To był Kazimierz Kwiatkowski, polski architekt i konserwator zabytków. Wietnamczycy nazywali go trzema imionami. Pieszczotliwe imię brzmiało Kazik. Drugie to Jungle Man, od lat spędzonych w obozach świątynnych. Trzecie to Znakhar: miał brodę dokładnie taką samą jak aktor z kultowego polskiego filmu o lekarzu bez dyplomu, który był wyświetlany w Wietnamie na początku lat 80. Dzieci, widząc jego samochód, biegły za nim, krzycząc: „Znachar, Znakhar”.
W 1981 roku, po czterdziestu latach wojny, Wietnam zwrócił się do UNESCO z prośbą o pomoc w ratowaniu zabytków. Polska odpowiedziała. Wymagania stawiane kandydatowi były wąskie: architekt-konserwator biegle władający językiem rosyjskim i francuskim. Nikt nie był chętny na wyjazd do zdewastowanego tropikalnego kraju na czas nieokreślony. Z wyjątkiem jednego.
Pierwszym celem było My Son, które w tamtym czasie składało się z ruin świątyń Czamów w dżungli usianej minami. Przez lata pracy tam ośmiu członków jego zespołu zmarło z powodu niewybuchów i chorób. On sam mieszkał nie w hotelu, lecz w chacie w pobliżu świątyń.
W lipcu 1982 roku, wraz z tłumaczem, wybrał się na weekend nad morze i zatrzymał się w Hoi An. Zakochał się od pierwszego wejrzenia w dziewiczych, drewnianych dzielnicach. Od tego momentu zaczął wykorzystywać weekendy nie na relaks, ale na darmowe szkicowanie domów na starym mieście. W 1985 roku ta dokumentacja przyczyniła się do uznania Hoi An za narodowy pomnik Wietnamu , mimo że lokalne władze mogły z łatwością zburzyć zniszczone budynki i wybudować coś nowego. Latami przekonywał je, by tego nie robiły.
Nadzorował również renowację tuneli Cu Chi, przywracając im obecną formę, a także zabezpieczył fundusze na Muzeum Rzeźby Czamów w Da Nang, gdy skończyły się pieniądze na jego własne projekty.
19 marca 1997 roku zmarł na zawał serca w hotelu w Hue, w trakcie prac renowacyjnych w mieście cesarskim. Według legendy, chciał zostać pochowany wśród świątyń My Son, gdzie poświęcił 17 lat swojego życia. W rzeczywistości jego ciało przewieziono do ojczyzny i pochowano w Lublinie.
W 2007 roku, w dziesiątą rocznicę jego śmierci, w Hoi An odsłonięto ten sam pomnik ku czci Tran Phu. Status UNESCO Hoi An, My Son i Hue to nie tylko dar natury, ale wynik konkretnych decyzji i ośmiu żyć.





